CYKL „NAJEDZONA”, ODCINEK 1 – RIVER CAFE

Stało się, zaczynam nowy projekt, jednocześnie na moim kulinarnym blogu, FB i Insta.
Stworzę dla Was, zatwierdzoną przez dietetyczkę-smakosza-blogerkę czyli przeze mnie:), Kulinarną Mapę Warszawy. Wiem, że to unikat na skalę światową i że będzie to bomba, która wstrząśnie stolicą.

Na pierwszy ogień poszła restauracja River Cafe. Żeby była jasność nie jest to wpis sponsorowany natomiast jak najbardziej subiektywny do bólu i takie będą też pozostałe. To ja wybieram knajpy, restauracje, tawerny, wyszynki i to ja decyduję o końcowej ocenie dań zarówno pod kątem smaku, jak i wartości odżywczej, witaminek i minerałów, czyli wszystkiego tego, co nazywam healthy yummy dish.

Cel projektu jest jeden: będzie wiadomo gdzie iść na pyszny i zdrowy posiłek, a zapewniam Was, że znajdą się takie miejsca, które spełnią moje i Wasze oczekiwania, pod tym kątem.

Zacznijmy od początku, czyli od przystawki:

Kalafior karmelizowany z dodatkiem chrzanu, fenkuła i kalarepki. Przystawka wyglądała wybornie i smakowała wyśmienicie, warzywa były chrupiące i mimo, iż w jej nazwie jest słowo zakazane w dietetycznej nomenklaturze:),  to nie była ona przesadnie słodka. Przystawka jest nieduża, ale zdecydowanie warta zamówienia, gdyż składa się z samych warzyw skropionych niewielką ilością pysznej oliwy. Warzywka, wiadomo błonnik i inne dobrodziejstwa więc, że tak powiem, jest co brać.

Jeżeli nie chcesz kalafiora karmelizowanego to wybierz tatara z polędwicy wołowej czy ceviche z pstrąga tęczowego, zakładając że w przypadku ceviche zrezygnujesz z blinów. W River Cafe w ogóle nie ma problemów aby z czegoś zrezygnować, coś zamienić, dodać itp. tak liberalne pod tym względem podejście, cechuje tylko i wyłącznie „kuchnię” w której kucharze są pewni siebie, swoich umiejętności, są przede wszystkim dla gościa, a nie po to aby spełniać swoje chorobliwe ambicje kulinarne. Wielki plus za to dla River Cafe.

Kolejne przystawki już są znacznie bardziej kaloryczne, jak sałatka z kozim serem czy krewetki królewskie z dodatkiem chorizo, dlatego je akurat omijam szerokim łukiem, aczkolwiek sądząc po umiejętnościach szefa kuchni w River Cafe z pewnością są znakomite.

W menu znajdziesz również zupy. Mój wybór padł na krem z niedźwiedziego czosnku. Jest to zupa wegańska, o pięknym, intensywnie zielonym kolorze i głębokim smaku. Niewielki dodatek orzechów włoskich, które doskonale podkreślają smak czosnku niedźwiedziego, nie czynią z niej zupki kalorycznej.  Zupa w 100% spełnia moje wymagania odnośnie do lekkiej przekąski przed drugim daniem.

W menu znajdziemy też zupę rybną, która w swoim składzie ma łososia i śmietanę oraz navarin jagnięcy z ziemniakami truflowymi i piklowaną marchewką. Zupy na pewno są pyszne, ale ich składniki niestety do najlżejszych nie należą.

Wciąż głodna kulinarnych pyszności, przechodzę do dań głównych:

Ja zamówiłam karczocha i kaczę jajo z dodatkiem czarnej soczewicy, buraka i kalafiora. Bardzo lekkie danie i smaczne, podane na pięknym talerzu tworząc piękną kompozycję na talerzu przywołującą kadry z seriali Netflixa typu Chef’s table. Ilość warzyw raczej niewielka, niemniej jednak mając w pamięci, ale i w brzuchu, warzywa z przystawki, z zadowoleniem stwierdzam, że warzyw zjadłam mniej więcej tyle ile powinnam na obiad.

Mój mąż zamówił filet z troci  z dodatkiem czarnej soczewicy z pikli, marchewki i oliwy koperkowej. Rybka była smażona, ale nie była tłusta (dobry kucharz wie kiedy położyć rybę na patelnię, żeby nie wchłonęła całego tłuszczu). Warzyw tym razem też było za mało, ale była soczewica, która zawiera sporo błonnika pęczniejącego w żołądku i dającego uczucie sytości.  Czyli człowiek się najada.
Danie było lekkie i wyglądało pięknie pod kątem kolorystycznym, co możecie zobaczyć na poniższej fotce.

Na pewno mogę z menu polecić Wam jeszcze polędwicę wołową i stek z miecznika, pamiętajcie tylko żeby do każdego dania obiadowego zamówić dodatkowo sałatkę rzymską, żeby uzupełnić ilość warzyw w posiłku obiadowym. Zamiast sałatki możesz też zamówić przystawkę warzywną, czyli w moim przypadku kalafiorka.

Kanapki odradzam jeżeli dbasz o linię, a jeżeli jesteś super aktywna/y, uprawiasz sport i przyjechałaś/eś do restauracji na rowerze, to na Twoim miejscu spróbowałabym kanapkę o nazwie Jack fruit. Niech kamieniem rzuci kto nie przyjeżdża nad Wisłę na rowerze, a nie ma innej restauracji bliżej Wisły niż River Cafe. Czy istnieje inna restauracja, która dosłownie buja się w rytm wiślanych fal?

Aha, jest jeszcze jedna rzecz na którą zwracam uwagę w każdej restauracji w której jestem, a mianowicie „ogarnięcie” kelnera. Wierzcie mi, gdy na moje pytanie w stylu „Co Pani poleca?” słyszę rezolutne „Zależy, co Pani lubi” to z takiego miejsca chcę uciec jak najprędzej. W River Cafe byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, kelnerka nie tylko wiedziała o składzie każdej z potraw, ale i wiedziała jaką techniką zostało owo danie przyrządzone. Zapewniła mnie również, że zarówno bułeczki do dań są wyrabiane na miejscu, oliwę smakową przygotowują sami, wołowina jest sezonowana również przez nich, a wiecie co to oznacza? Tylko jedno, wszystkie te składniki są tak zdrowe, jak tylko mogą zdrowe być. Bez chemii, konserwantów itp. Duży plus też za to!

Hitem w River Cafe, jak dla mnie, może być set dla amatorów wina. Pierwszy raz się spotkałam z tak skomponowanym zestawem pod winko, co bezsprzecznie pokazuje, że w River nie tylko znają się na alkoholach, ale i na zdrowych przekąskach do nich. Pasztet z cieciorki, pianka z buraka, mus z kalafiora, oliwki marynowane (kocham) czy faszerowane papryczki to właśnie ten set, o którym piszę. Od razu się przyznaję, że go nie próbowałam, bo i pora do tego nie była odpowiednia, ale wprawne oko dietetyka i analityczny umysł, podpowiada mi że zestawik jest godny polecenia słowem dietitian approved.

Deserów nie próbowałam bo byłam już najedzona i tym określeniem kończę mój pierwszy wpis z mojego cyklu nomen-omen „NAJEDZONA”.

Last but not least, ślijcie propozycje, którą restaurację powinnam przetestować, która wydaje Wam się OK pod względem health. Pójdę, zjem ale czy będę „najedzona” to się dopiero okaże. Piszcie też o swoich odczuciach odnośnie do knajpy, o której wpis traktuje. W ten sposób stworzymy razem bardzo szczegółowy opis danego miejsca.

Jestem szczera do bólu, ale restauratorzy nie bójcie się, zamieszczam wpisy jedynie o tych restauracjach, które spełniły moje oczekiwania, negatywnych recenzji nie zamieszczam. Na mojej kulinarnej mapie Warszawy jest miejsce jedynie dla fajnych, smacznych, zdrowych restauracji i tylko takie się znajdą w zestawieniu. Te które się nie znajdą, to albo nie zyskały w moich oczach, albo po prostu w nich nie byłam. Z czasem takich miejsc, w których nie byłam będzie coraz mniej wiec, tak czy siak, trzeb się wziąć do roboty, żeby na mojej Kulinarnej Mapie Warszawy się znaleźć i zostać bohaterem któregoś odcinka cyklu „NAJEDZONA”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Durszlak.pl